W lutym 2026 roku, w artykule o vibe codingu, napisaliśmy zdanie, które część czytelników odebrała jako naiwny optymizm: "eldorado IT wróci, i to szybciej niż myślisz". Rynek był wtedy w dołku po dwóch latach zwolnień i zamrożonych rekrutacji. Seniorzy czekali miesiącami na odpowiedź od rekrutera. Junior nie miał żadnych szans bez znajomości. Powiedzieć w takim momencie "wróci eldorado" brzmiało jak życzeniowe myślenie.

Minęło pół roku. Mamy świeże dane rynkowe i świeży zrzut własnej bazy z tysiącami aktywnych ofert. Czas sprawdzić tę prognozę na chłodno, z liczbami na stole, zamiast chować się za ogólnikami. Nie będziemy przy tym pudrować wyniku - tam gdzie się myliliśmy, powiemy to wprost, a tam gdzie trafiliśmy, pokażemy dokładnie w czym.

Publikowanie tego typu retrospektywy jest dla nas trochę niewygodne, bo dużo łatwiej jest napisać nowy artykuł z nową tezą i nigdy nie wracać do starych przewidywań, żeby nikt nie mógł ich zweryfikować. Uważamy jednak, że dokładnie odwrotne podejście buduje więcej zaufania - a poza tym mamy dziś narzędzia, których pół roku temu jeszcze nie mieliśmy, żeby tę weryfikację zrobić rzetelnie, na własnych, świeżych danych, zamiast wyłącznie na cudzych raportach.

Eldorado 2021 kontra rynek 2026 - to nie jest to samo zjawisko

Zanim przejdziemy do samej prognozy, warto przypomnieć, czym w ogóle było "eldorado" w rozumieniu, jakie to słowo miało w branży jeszcze kilka lat temu - bo bez tego punktu odniesienia trudno ocenić, na ile dzisiejsze odbicie faktycznie mu odpowiada.

Szczyt koniunkury sprzed kilku lat wyglądał mniej więcej tak: osoba po kilkumiesięcznym bootcampie, bez żadnego wcześniejszego doświadczenia zawodowego, potrafiła w ciągu kilku tygodni znaleźć pierwszą pracę na stanowisku juniora, często z kilkoma ofertami do wyboru jednocześnie. Podwyżki rzędu kilkudziesięciu procent przy zmianie pracodawcy co rok, półtora roku, były normą, a nie wyjątkiem. Firmy rekrutowały tak agresywnie, że sama liczba lat spędzonych w branży, niezależnie od jakości tego doświadczenia, wystarczała, żeby awansować na stanowisko wymagające realnej samodzielności. To był rynek, na którym niedobór ludzi był tak dotkliwy, że firmy godziły się na kompromisy w jakości rekrutacji, byle tylko obsadzić wakat.

Rynek roku 2026 wygląda zupełnie inaczej, mimo że liczba ofert w statystykach zbiorczych rośnie równie imponująco jak wtedy. Firmy dziś nie rekrutują z desperacji - rekrutują z precyzją. Proces rekrutacyjny na stanowisko seniorskie potrafi trwać dłużej niż kiedykolwiek, bo pracodawca może sobie pozwolić na dokładne sprawdzenie kandydata, mając do wyboru kilku równie mocnych kandydatów, a nie żadnego. Jednocześnie na stanowiska juniorskie, gdzie kiedyś liczyła się głównie chęć do nauki, dziś liczy się właściwie wyłącznie konkretny, sprawdzalny dowód umiejętności - bo podaż kandydatów na te stanowiska jest dziś nieporównywalnie większa niż popyt.

Różnica między tymi dwoma okresami nie jest więc różnicą w wielkości rynku - pod względem liczby ofert oba momenty wyglądają z grubsza podobnie optymistycznie w nagłówkach. Różnica jest w tym, kto w ogóle ma dostęp do tej obfitości. W 2021 roku dostęp miał praktycznie każdy, kto się starał. W 2026 roku dostęp ma głównie ten, kto już wcześniej zdążył zbudować sobie pozycję - albo trafił w bardzo wąską, świeżo powstałą niszę, zanim zrobiła się w niej tłoczno.

Co dokładnie napisaliśmy w lutym

Żeby uczciwie ocenić prognozę, trzeba najpierw przypomnieć, co konkretnie w niej było - nie samo hasło "eldorado wraca", tylko argumenty, które za nim stały. W tamtym artykule postawiliśmy pięć konkretnych tez.

Pierwsza - że tańsze budowanie oprogramowania dzięki AI nie zmniejszy liczby projektów, tylko ją zwiększy, bo firmy, których wcześniej nie było stać na własną aplikację, zaczną próbować. A jeśli hipoteza biznesowa się sprawdzi, taki projekt prędzej czy później i tak będzie potrzebował doświadczonego zespołu, żeby przestać być prototypem i zacząć skalować się bezpiecznie.

Druga - że dług techniczny z aplikacji budowanych bez nadzoru technicznego ("vibe coding") nie zniknie, tylko urośnie, i w pewnym momencie stanie się na tyle kosztowny dla biznesu, że ktoś będzie musiał to posprzątać. Za taką robotę płaci się premium, bo wchodzisz do systemu, którego architektury nikt nie rozumie, i musisz sprawić, żeby działał.

Trzecia - że rosnące regulacje (RODO, NIS2, AI Act) będą wymuszać profesjonalizm w budowaniu systemów przetwarzających dane, a to podnosi cenę kompetencji, których "prompt engineering" bez zaplecza technicznego nie zastąpi.

Czwarta - że premia za doświadczenie (seniority premium) będzie rosła, nie malała, bo tani junior "zrobiony z AI" nie zastąpi seniora rozumiejącego architekturę, domenę i bezpieczeństwo - a seniorów zawsze będzie mniej niż zapotrzebowanie.

Piąta - że AI ujawnia lukę kompetencyjną, której samo nie zastępuje: ktoś, kto zbuduje aplikację z AI i trafi na problem, którego AI nie potrafi rozwiązać, musi zapłacić za pomoc doświadczonego developera - a to jest nowy, rosnący segment rynku konsultingowego.

Żadna z tych tez nie mówiła "znowu będzie łatwo". Mówiły "będzie drożej dla dobrych specjalistów". To rozróżnienie jest kluczowe dla całej reszty tego artykułu, bo właśnie w nim leży różnica między tym, co się potwierdziło, a tym, co przeoczyliśmy.

Rynek pół roku później: odbicie jest realne, ale inne niż myślano

Zacznijmy od dobrej wiadomości, bo ona rzeczywiście jest realna. Liczba ofert pracy w IT w Polsce w pierwszej połowie 2026 roku wzrosła w tempie, jakiego branża nie widziała od czasów szczytu koniunktury sprzed kilku lat - mówimy o wzroście liczonym w dziesiątkach procent rok do roku, a w niektórych miesiącach pierwszego kwartału nawet o ponad stuprocentowym skoku liczby nowych ogłoszeń względem analogicznego okresu rok wcześniej. To nie jest szum statystyczny ani chwilowy wystrzał - to trwały, kilkumiesięczny trend widoczny jednocześnie w wielu niezależnych źródłach danych o rynku pracy.

Gdyby historia kończyła się na tym akapicie, mielibyśmy prawo ogłosić zwycięstwo i zamknąć temat. Ale rynek pracy to nie tylko liczba ofert - to również liczba ludzi, którzy o te oferty realnie konkurują, i to właśnie tutaj robi się ciekawie. Liczba aplikacji spływających na nowe ogłoszenia rośnie wielokrotnie wolniej niż liczba samych ogłoszeń - różnica rzędu kilkukrotnego, nie kilkuprocentowego. Innymi słowy: ofert jest więcej, ale nie dlatego, że firmy masowo zatrudniają wszystkich chętnych. Jest ich więcej, bo firmy szukają bardzo konkretnych, wąskich kompetencji, których na rynku brakuje - i te wakaty potrafią wisieć otwarte miesiącami, bo zwyczajnie nie ma kogo zatrudnić.

To jest strukturalny niedobór, nie ożywienie w rozumieniu "każdy znajdzie pracę". Rynek stał się bardziej selektywny, nie mniej. Ponad połowa wszystkich ofert w branży to dziś stanowiska seniorskie - to samo w sobie już mówi wszystko o tym, w którą stronę przesunął się środek ciężkości popytu. Dla porównania, udział ofert dla osób bez doświadczenia lub z minimalnym doświadczeniem to dziś zaledwie kilka procent całego rynku, a konkurencja o pojedyncze wakaty na tym poziomie bywa liczona w dziesiątkach, a czasem w setkach kandydatów na jedno miejsce.

Branżowe podsumowania tego zjawiska są zaskakująco zgodne w formułowaniu wniosku: rynek się odbudował, firmy znowu rekrutują, ale eldorado nie wróciło - przynajmniej nie w tym znaczeniu, w jakim to słowo funkcjonowało w latach szczytu koniunktury, gdy dosłownie każdy z podstawową znajomością jednego frameworka mógł liczyć na kilka ofert jednocześnie i podwyżkę co pół roku. To sformułowanie, które w rozmaitych wariantach powtarza się dziś w niemal każdym poważniejszym podsumowaniu rynku IT w Polsce, jest w gruncie rzeczy najbardziej precyzyjnym podsumowaniem tego, co pokazują liczby.

Rynek nie jest jednorodny: nasze własne dane z 2hr.pl

Ogólnorynkowe raporty to jedno, ale mieliśmy pod ręką coś, czego żaden zewnętrzny raport nie ma - świeży zrzut własnej bazy ofert, prosto z produkcji, z tysiącami aktywnych ogłoszeń zebranych z dziesiątek źródeł. Postanowiliśmy sprawdzić, jak dokładnie wygląda ten podział na naszym własnym podwórku, zamiast poprzestać na cytowaniu cudzych liczb.

Odfiltrowaliśmy z analizy wszystkie zlecenia i projekty freelance (mamy dla nich osobną sekcję na 2hr.pl) i skupiliśmy się wyłącznie na klasycznych ofertach etatowych i B2B. W tak oczyszczonej bazie sprawdziliśmy, ile ofert w tytule w ogóle precyzuje poziom doświadczenia - i jak ten podział wygląda.

Poziom (wg tytułu oferty)Liczba ofertUdział wśród ofert z określonym poziomem
Senior378588,9%
Mid2746,4%
Junior1964,6%

Wśród ofert, które w tytule w ogóle precyzują poziom doświadczenia, prawie dziewięć na dziesięć to stanowiska seniorskie. Junior to niecałe pięć procent. To liczba dotkliwie bardziej jednostronna niż cokolwiek, co widzieliśmy w zbiorczych, ogólnobranżowych zestawieniach - i to na próbie liczącej ponad cztery tysiące ofert, więc trudno to zbyć jako przypadek albo błąd próbki.

Trzeba przy tym zaznaczyć uczciwie, o czym mówi, a o czym nie mówi ta liczba. Nie mówi, że dziewięć na dziesięć wszystkich ofert w IT to oferty seniorskie - duża część ogłoszeń w ogóle nie precyzuje poziomu w tytule, tylko w treści, albo poziom wynika dopiero z opisu wymagań. Mówi za to coś bardzo konkretnego: kiedy firma decyduje się jasno zakomunikować w tytule, jakiego poziomu szuka, w zdecydowanej większości przypadków tym poziomem jest senior. To jest sygnał o priorytetach rekrutacyjnych, nie o całej strukturze rynku - ale to wciąż bardzo mocny sygnał, bo pokazuje, gdzie firmy świadomie kierują swoją komunikację i swój budżet.

Sprawdziliśmy też, czy ten podział różni się istotnie w zależności od konkretnej technologii czy roli - i nie różni się dramatycznie. Niezależnie od tego, czy patrzymy na oferty backendowe, frontendowe, czy DevOps, senior dominuje wszędzie w zbliżonych proporcjach. To nie jest zjawisko punktowe, ograniczone do jednej niszy technologicznej - to jest coś, co dzieje się w całym IT jednocześnie.

Przy okazji tej analizy sprawdziliśmy też, jak wygląda rozkład ofert według konkretnej roli w zespole, nie tylko poziomu doświadczenia. Poniższa tabela pokazuje liczbę aktywnych ofert w naszej bazie w rozbiciu na najliczniejsze kategorie ról, po odfiltrowaniu zleceń.

RolaLiczba aktywnych ofert (2hr.pl)
Developer (programista)524
Data Science / ML226
Inne IT149
Analityk134
IT Manager115
Tester / QA102
Architekt91
DevOps89
Administrator81
Support79
Security62
UX/UI46

Warto zwrócić uwagę, gdzie w tym zestawieniu plasuje się Data Science - druga najliczniejsza kategoria po samym, bardzo szerokim "Developerze", wyprzedzająca role, które jeszcze niedawno uchodziły za oczywisty rdzeń rynku, jak Tester/QA czy Administrator. To samo w sobie jest dobrą ilustracją tego, jak mocno popyt przesunął się w stronę kompetencji związanych z danymi i modelami, a nie tylko z klasycznym wytwarzaniem oprogramowania - i koresponduje wprost z tym, co widzieliśmy wcześniej przy wzroście kategorii AI/ML i LLM.

Co się potwierdziło z naszej lutowej prognozy

Skoro mamy już obraz rynku pół roku później, czas przejść przez pięć tez z lutego, punkt po punkcie, i sprawdzić każdą osobno.

Premia za doświadczenie rosła, dokładnie jak przewidywaliśmy. To jest teza, która potwierdziła się najmocniej i najbardziej jednoznacznie. Rynek nie tylko nie przestał premiować seniorów - premiuje ich jeszcze mocniej niż na początku roku. Nasze własne dane pokazują to w skali, która przebija nawet ogólnobranżowe zestawienia. Senior developer, zwłaszcza taki, który potrafi efektywnie korzystać z narzędzi AI zamiast się ich bać, jest dziś rzadszym i cenniejszym zasobem niż pół roku temu, nie odwrotnie.

Wzrost liczby projektów, nie ich eliminacja - też się potwierdził. Liczba ofert w IT realnie rośnie, i to w tempie, które w lutym trudno było jeszcze uzasadnić samymi danymi historycznymi - wtedy to była ekstrapolacja, dziś jest to fakt potwierdzony w wielu niezależnych zestawieniach rynkowych jednocześnie. Firmy budują więcej, próbują więcej hipotez biznesowych, bo koszt wejścia realnie spadł. To dokładnie mechanizm, o którym pisaliśmy - tańsze próbowanie prowadzi do większej liczby prób, a te, które się udają, i tak potrzebują później solidnego zespołu.

Rozdźwięk między liczbą ofert a liczbą realnych kandydatów - potwierdzony, i to mocniej niż zakładaliśmy. Pisaliśmy o rosnącym zapotrzebowaniu na "kogoś, kto naprawi to, co AI napsuło". Dziś widzimy to z drugiej strony - liczba aplikacji rośnie kilkukrotnie wolniej niż liczba ofert, co oznacza strukturalny niedobór ludzi z odpowiednimi kompetencjami w konkretnych, wąskich obszarach. To nie jest brak chętnych do pracy w IT w ogóle - to brak ludzi, którzy potrafią to, czego rynek akurat szuka.

Powstawanie zupełnie nowych, wąskich specjalizacji o wysokich stawkach - też się potwierdziło, i to szybciej, niż się spodziewaliśmy. W ciągu ostatnich miesięcy opisywaliśmy na tym blogu kolejne, dosłownie nowe stanowiska, których pół roku wcześniej praktycznie nie było na rynku w mierzalnej liczbie - inżyniera agentów AI, audytora ryzyka AI i konsultanta AI governance, czy konsultanta transformacji DORA w sektorze finansowym. To są dokładnie te nisze, o których pisaliśmy w lutym w kontekście "regulacje wymuszają profesjonalizm" i "AI tworzy więcej pracy, nie mniej" - tylko że nie spodziewaliśmy się, że materializują się aż tak szybko i aż tak konkretnie, z realnymi ofertami i realnymi widełkami, a nie tylko jako teoretyczna możliwość.

Regulacje, które w lutym były teorią, dziś są codziennością rekrutacji

W lutowym artykule pisaliśmy o regulacjach jako o czynniku, który dopiero zacznie wymuszać profesjonalizm - dziś to już nie jest prognoza, tylko obserwowalna codzienność w ogłoszeniach o pracę. Coraz więcej ofert, zwłaszcza w sektorze finansowym i dla firm przetwarzających dane wrażliwe, wprost wymaga rozumienia konkretnych reżimów regulacyjnych, a nie tylko ogólnej wiedzy o "bezpieczeństwie danych".

Trzy reżimy regulacyjne szczególnie mocno zmieniają dziś krajobraz kompetencji. Pierwszy to unijny akt o sztucznej inteligencji, który wprowadza konkretne obowiązki dla systemów klasyfikowanych jako wysokiego ryzyka - dokumentację, testy, nadzór ludzki nad decyzjami modelu. Firma wdrażająca taki system potrzebuje kogoś, kto rozumie zarówno stronę techniczną modelu, jak i wymogi compliance, a to połączenie kompetencji wciąż jest rzadkie na rynku. Drugi to dyrektywa o bezpieczeństwie sieci i informacji, która rozszerza obowiązki związane z cyberbezpieczeństwem na znacznie szerszy krąg firm niż wcześniej, włącznie z dostawcami usług cyfrowych średniej wielkości, którzy wcześniej nie musieli formalnie zarządzać ryzykiem w ten sposób. Trzeci to zaostrzone egzekwowanie przepisów o ochronie danych osobowych, gdzie kary za wyciek danych z systemu zbudowanego bez odpowiedniej warstwy autoryzacji - dokładnie ten problem, który opisywaliśmy w kontekście "aplikacji-potworów" budowanych bez nadzoru technicznego - mogą sięgać milionów złotych.

Efekt praktyczny jest taki, że coraz więcej firm nie traktuje już bezpieczeństwa i zgodności z regulacjami jako opcjonalnego dodatku na koniec projektu, tylko jako wymóg wejściowy, obecny od pierwszej linii kodu. To bezpośrednio podnosi cenę kompetencji, których sam "prompt engineering" nie zastąpi - rozumienia modelu zagrożeń, umiejętności zaprojektowania systemu zgodnego z konkretnym reżimem prawnym, i odpowiedzialności za decyzje, które w razie błędu mają realne, wymierne konsekwencje finansowe dla organizacji.

Czego nie doszacowaliśmy: skala problemu juniorów

Tu musimy być z czytelnikami szczerzy, bo to jest miejsce, w którym luty nas zaskoczył - na gorzej, nie na lepiej. W lutowym artykule pisaliśmy o tym, że AI tworzy nową wartość dla doświadczonych specjalistów, ale nie poświęciliśmy właściwie żadnej uwagi temu, co to oznacza dla drugiej strony rynku - dla ludzi, którzy dopiero chcą wejść do branży.

Odpowiedź, jaką dają dziś dane, jest brutalna. Udział ofert dla osób bez doświadczenia w całej branży to dziś zaledwie kilka procent - w naszej własnej bazie, jak pokazaliśmy wyżej, to 4,6 procent ofert z jasno określonym poziomem. Konkurencja o pojedyncze wakaty juniorskie bywa liczona w skali, która jeszcze dwa lata temu byłaby nie do pomyślenia - dziesiątki, a w popularnych specjalizacjach nawet ponad sto zgłoszeń na jedno miejsce.

To nie jest przypadkowy efekt uboczny odbicia rynku - to jest jego bezpośrednia konsekwencja, i to dokładnie z tego samego mechanizmu, który opisywaliśmy w kontekście seniorów, tylko działającego w drugą stronę. Skoro AI potrafi realnie przyspieszyć pracę doświadczonego developera przy prostych, mechanicznych zadaniach - boilerplate, scaffold, podstawowe testy, dokumentacja - to dokładnie te zadania, które tradycyjnie trafiały do juniorów jako "bezpieczna" pierwsza robota, dziś w wielu firmach po prostu robi senior z asystentem AI, szybciej i bez ryzyka błędu wymagającego poprawek. Junior, który wcześniej uczył się zawodu robiąc proste rzeczy pod nadzorem, dziś ma dużo mniej takich zadań do zaoferowania pracodawcy jako punkt wejścia.

To jest luka w naszej lutowej analizie, którą trzeba wprost przyznać. Pisaliśmy dużo o tym, jakich umiejętności potrzeba, żeby korzystać z AI odpowiedzialnie i nie zbudować "aplikacji-potwora" - ale prawie nic o tym, jak zdobyć te umiejętności, jeśli nie masz jeszcze żadnego doświadczenia zawodowego, na którym mógłbyś je budować. To jest pytanie, na które branża jako całość wciąż nie ma dobrej odpowiedzi, i szczerze mówiąc, my też nie mamy jej gotowej w tym artykule - ale warto to nazwać wprost, zamiast udawać, że problem nie istnieje.

Kto dziś realnie łapie falę odbicia

Skoro już wiemy, że to nie jest jednorodne odbicie, warto rozpisać, kto konkretnie z niego korzysta - bo to nie jest jedna grupa, tylko kilka wyraźnie różnych profili.

Doświadczeni generaliści, którzy oswoili AI zamiast się go bać. Senior developer, który traktuje asystenta kodowania jak potężny, ale nadzorowany narzędzie - a nie jak magiczne pudełko, które robi za niego myślenie - dziś realnie robi robotę, do której wcześniej potrzebny był mały zespół. To nie jest zagrożenie dla jego pozycji, to jest mnożnik jego wartości rynkowej, dokładnie jak przewidywaliśmy w lutym.

Specjaliści od nowych, regulacyjnie napędzanych nisz. Konsultanci od zgodności systemów AI z nowymi regulacjami, architekci rozwiązań agentowych, osoby łączące kompetencje techniczne z rozumieniem ryzyka i compliance - to segment, który dosłownie nie istniał w obecnej formie kilkanaście miesięcy temu, a dziś ma realne, dobrze płatne oferty i rosnące zapotrzebowanie.

Freelancerzy i konsultanci specjalizujący się w "sprzątaniu" po AI. Coraz częstszym zleceniem na rynku jest wejście do projektu zbudowanego szybko przez kogoś bez głębokiej wiedzy technicznej, zdiagnozowanie, co dokładnie jest nie tak - luki bezpieczeństwa, brak testów, chaotyczna architektura - i doprowadzenie tego do stanu, w którym można to bezpiecznie skalować. To jest robota, za którą płaci się premium, bo wymaga jednocześnie umiejętności technicznych i detektywistycznej cierpliwości w rozumieniu cudzego, niedokumentowanego kodu.

Typowy scenariusz wygląda mniej więcej tak: założyciel startupu bez zaplecza technicznego buduje z asystentem AI działający prototyp w kilka tygodni, zbiera pierwszych płacących klientów, i w tym momencie trafia na ścianę - albo aplikacja zaczyna się przewracać pod większym ruchem, albo ktoś zgłasza, że widzi dane innego użytkownika, albo po prostu każda kolejna zmiana zaczyna psuć coś innego. Wtedy w grę wchodzi doświadczony developer, którego zadaniem nie jest już napisanie czegoś od zera, tylko zrozumienie architektury, której nikt świadomie nie zaprojektował, znalezienie wszystkich miejsc, gdzie brakuje warstwy autoryzacji, i przepisanie tego bez zatrzymywania działającego biznesu. To jest praca wymagająca dokładnie tych kompetencji, o których pisaliśmy w lutym - i coraz częściej pojawia się w ogłoszeniach wprost jako "audyt i refaktoryzacja MVP" albo "technical due diligence" przed rundą finansowania.

Osoby ze świadomie zbudowaną specjalizacją, zamiast szerokiej, ale płytkiej wiedzy ogólnej. Rynek dziś wyraźnie premiuje głębię w konkretnym obszarze nad rozproszoną, ogólną znajomość wielu technologii na średnim poziomie. Ktoś, kto naprawdę dobrze zna jeden wąski obszar - konkretny framework w połączeniu z konkretną domeną, na przykład systemy płatności, infrastrukturę chmurową w regulowanej branży, czy właśnie integracje z modelami językowymi - ma dziś mocniejszą pozycję niż osoba z płytką znajomością dziesięciu technologii naraz.

Osoby wracające do IT po przerwie albo zmieniające branżę, ale z wyraźnym atutem z poprzedniej kariery. To brzmi jak paradoks - skoro rynek tak mocno premiuje doświadczenie w IT, to osoba wchodząca z zewnątrz powinna być na najgorszej pozycji. W praktyce jest inaczej, jeśli potrafi połączyć nowo zdobyte kompetencje techniczne z realną wiedzą domenową z poprzedniego zawodu. Ktoś, kto pracował wcześniej w księgowości i uczy się dziś programowania, ma naturalną przewagę przy projektach dla sektora finansowego. Ktoś z tłem prawniczym ma przewagę tam, gdzie liczy się rozumienie regulacji. To nie jest droga dla każdego, ale dla osób z takim zapleczem bywa szybsza niż standardowa ścieżka bootcamp-junior.

Zespoły i osoby budujące narzędzia, procesy i standardy wokół samego korzystania z AI w firmie. Ktoś musi ustalić, jakie modele wolno wykorzystywać do jakich zadań, jak wygląda proces code review kodu wygenerowanego przez AI, jak dokumentować decyzje architektoniczne tak, żeby kolejna sesja z asystentem miała wystarczający kontekst. To nowa, praktyczna kompetencja pomiędzy inżynierią a zarządzaniem procesem, na którą w wielu organizacjach po prostu nie ma jeszcze gotowej odpowiedzi - a więc i gotowego stanowiska w strukturze, choć realne zapotrzebowanie już jest.

Kto zostaje na brzegu tego odbicia

Druga strona tego samego zjawiska jest równie ważna, i uczciwość wymaga, żeby ją nazwać równie wprost.

Juniorzy bez wyróżniającego się portfolio. Samo ukończenie kursu czy bootcampu i znajomość podstaw jednego frameworka to dziś zdecydowanie za mało, żeby wyróżnić się z tłumu kilkudziesięciu, a czasem kilkuset innych zgłoszeń na to samo stanowisko. To brzmi surowo, ale to jest właśnie to, co pokazują liczby z naszej własnej bazy.

Osoby z ogólną, niewyspecjalizowaną wiedzą na poziomie mid. Środek stawki - kilka lat doświadczenia, solidna, ale niewyróżniająca się znajomość popularnego stacku, bez żadnej wyraźnej specjalizacji - to dziś najbardziej zatłoczony i najmniej premiowany segment rynku. Nie na tyle doświadczeni, żeby konkurować z seniorami o najlepsze oferty, nie na tyle tani i "świeży", żeby konkurować z juniorami tam, gdzie firmy jeszcze szukają młodszych ludzi.

Osoby, które potraktowały narzędzia AI jako substytut nauki, a nie jako akcelerator. To jest grupa, o której pisaliśmy najwięcej w lutowym artykule pod hasłem "vibe coder" - i pół roku później to ostrzeżenie okazało się, jeśli już, zbyt łagodne. Rynek nie tylko nie wynagradza umiejętności samego "ogarniania promptów" bez zaplecza technicznego - on aktywnie penalizuje jej brak głębi, bo to właśnie tę robotę AI robi dziś najlepiej i najtaniej, bez potrzeby zatrudniania kogokolwiek.

Firmy i zespoły, które nie zaktualizowały swojego modelu rekrutacji. To dotyczy też drugiej strony rynku pracy. Organizacje, które wciąż szukają "juniora do prostych zadań" zamiast przemyśleć, jak w ogóle wygląda dziś ścieżka wejścia do zawodu w erze AI, mają coraz trudniej znaleźć sensowny fit - bo definicja tego, co jest "prostym zadaniem odpowiednim dla początkującego", zmieniła się szybciej niż większość procesów rekrutacyjnych.

Osoby czekające na "powrót do normy" zamiast dostosowania się do nowych zasad. Część kandydatów, z którymi rozmawiają dziś rekruterzy, wciąż operuje oczekiwaniami sprzed dwóch, trzech lat - licząc na kilka ofert do wyboru po samym wysłaniu CV, bez portfolio, bez przygotowania do rozmowy technicznej na poziomie, jakiego oczekuje dziś rynek. Im dłużej ktoś czeka, aż rynek "wróci do starych zasad", tym trudniej mu nadgonić dystans do osób, które te nowe zasady zaakceptowały wcześniej i zaczęły się do nich dostosowywać.

Czy to w ogóle jest "eldorado" - i dla kogo

Wracając do samego słowa, którym operowaliśmy w lutym - czy to, co dzieje się dziś, zasługuje na miano eldorado? Odpowiedź zależy całkowicie od tego, po której stronie tego podziału akurat stoisz.

Dla doświadczonego seniora, który biegle korzysta z AI, ma wyrazistą specjalizację i jest otwarty na nowe, dopiero powstające nisze - tak, to jest najlepszy moment na rynku pracy od dawna. Widełki rosną, ofert przybywa, a konkurencja o najlepsze stanowiska jest mniejsza niż mogłoby się wydawać, bo prawdziwie kompetentnych ludzi po prostu brakuje względem zapotrzebowania.

Dla osoby wchodzącej dopiero do zawodu, bez zbudowanego jeszcze doświadczenia i bez wyraźnej specjalizacji - to jest jeden z trudniejszych momentów na start kariery, jakie branża pamięta. Więcej ofert w statystykach zbiorczych nie przekłada się dla tej grupy na więcej realnych szans, bo prawie żadna z tych nowych ofert nie jest do niej adresowana.

Dlatego dokładniejszym określeniem tego, co się dzieje, niż "eldorado wróciło" albo "eldorado nie wróciło", byłoby: rynek przestał być rynkiem pracownika w ogólnym sensie, a stał się rynkiem eksperta w wąskim sensie. To subtelna, ale fundamentalna różnica względem tego, jak zwykle rozumie się hasło "eldorado" - nie jako czas, kiedy każdy łatwo znajduje pracę, tylko jako czas, kiedy właściwa, rzadka kompetencja jest wyceniana wyjątkowo wysoko. W lutym mieliśmy rację co do kierunku, ale posłużyliśmy się słowem, które sugerowało powszechność zjawiska - a ono okazało się precyzyjnie selektywne.

Co z tego wynika w praktyce

Dla osób już pracujących w IT na poziomie mid lub senior, wniosek jest stosunkowo prosty - to dobry moment, żeby świadomie zbudować lub pogłębić konkretną specjalizację, zamiast rozmywać czas na naukę kolejnej, ogólnej technologii bez wyraźnego celu. Warto też realnie zainwestować czas w biegłe, odpowiedzialne korzystanie z narzędzi AI - nie jako zagrożenie dla swojej pozycji, tylko jako coś, co dziś odróżnia najlepiej opłacanych specjalistów od reszty stawki.

Dla osób dopiero wchodzących do branży, sytuacja wymaga innej strategii niż jeszcze dwa lata temu. Samo ukończenie kursu i wysłanie CV do stu ofert z coraz mniejszą szansą na odpowiedź to dziś strategia z bardzo niską skutecznością. Zdecydowanie skuteczniejsze jest zbudowanie konkretnego, dopracowanego projektu portfolio w wąskiej niszy, który pokazuje realną, sprawdzalną umiejętność, zamiast kolejnego generycznego klona znanej aplikacji zrobionego z tutoriala. Warto też rozważyć wejście przez niszę, która dopiero raczkuje i ma mniejszą konkurencję, niż próbować konkurować wprost w najbardziej zatłoczonych, najpopularniejszych kategoriach ofert.

Dla firm i rekruterów, wniosek jest taki, że warto zrewidować, jak dziś w ogóle wygląda sensowna ścieżka onboardingu juniora w zespole, który intensywnie korzysta z AI - bo stare założenia o tym, jakie zadania nadają się na "pierwszą robotę", w wielu przypadkach już nie działają, a firmy, które to zignorują, mogą po prostu przestać szkolić kolejne pokolenie specjalistów, na których będą polegać za kilka lat.

Jeśli szukasz dziś konkretnego punktu startu, niezależnie od tego, na jakim etapie kariery jesteś, warto rozważyć kilka rzeczy jednocześnie, zamiast traktować je jako alternatywy.

  • Wybierz jedną, konkretną niszę zamiast rozpraszać się na wszystko naraz - w połączeniu roli i technologii, na przykład backend w PHP, dane w Pythonie, albo bezpieczeństwo systemów chmurowych, a nie samą ogólną etykietę "programista".
  • Zbuduj jeden solidny, kompletny projekt zamiast dziesięciu porzuconych w połowie - coś, co da się pokazać na rozmowie rekrutacyjnej i szczegółowo omówić decyzje projektowe, nie tylko efekt końcowy.
  • Naucz się odpowiedzialnie korzystać z AI, zamiast go unikać albo ślepo mu ufać - umiejętność oceny, kiedy proponowane przez model rozwiązanie jest dobre, a kiedy tylko brzmi pewnie, jest dziś realną, sprawdzaną na rozmowach kompetencją.
  • Śledź, gdzie realnie pojawiają się nowe oferty, nie gdzie "powinny" się pojawić - regularne sprawdzanie aktualnych ogłoszeń w interesującej Cię kategorii mówi więcej o rzeczywistym stanie rynku niż jakikolwiek ogólny raport, włącznie z tym artykułem.
  • Nie czekaj na "powrót do normy" sprzed kilku lat - te zasady się nie zmieniają z powrotem, więc czas spędzony na czekaniu jest czasem straconym względem osób, które już dostosowały się do nowych reguł.

Najczęstsze pytania o odbicie na rynku IT

Czy to znaczy, że nie warto już uczyć się programowania od zera?

Nie, ale znaczy to, że warto podejść do tego inaczej niż jeszcze dwa lata temu. Sama nauka składni jednego języka i ukończenie kursu online przestały być wystarczającym dowodem kompetencji, bo dokładnie to AI potrafi dziś zrobić za każdego. Wartość zaczyna się tam, gdzie kończy się tutorial - przy realnym projekcie, decyzjach architektonicznych, obsłudze przypadków brzegowych i rozumieniu, dlaczego coś działa, a nie tylko że działa. To więcej pracy niż kiedyś, ale wciąż w pełni osiągalne.

Ile realnie trwa dziś dojście od zera do pierwszej pracy w IT?

Trudno podać jedną liczbę, bo mocno zależy to od wybranej ścieżki i poświęconego czasu, ale uczciwe oczekiwania są dziś dłuższe niż w czasach szczytu koniunktury - raczej kilkanaście miesięcy solidnej, systematycznej pracy nad realnymi projektami niż kilka miesięcy kursu wieczorowego. Kluczowe jest to, żeby ten czas przełożyć na coś sprawdzalnego - konkretny, dopracowany projekt, udział w czymś open source, albo wąską specjalizację - a nie tylko na certyfikat ukończenia kolejnego szkolenia.

Czy AI ostatecznie zredukuje liczbę miejsc pracy w IT w dłuższej perspektywie?

Nic w dzisiejszych danych na to nie wskazuje - dzieje się dokładnie odwrotnie, liczba ofert rośnie, nie maleje. To, co się zmienia, to rozkład tych ofert między poziomami doświadczenia i specjalizacjami, nie ich łączna liczba. AI zmienia, jaka praca jest wykonywana przez człowieka, a jaka przez narzędzie - ale ktoś wciąż musi decydować, nadzorować, projektować i brać odpowiedzialność za efekt, a to są kompetencje, których w tej chwili brakuje bardziej niż kiedykolwiek.

Czy warto dziś zmieniać stack technologiczny, żeby trafić w rosnącą niszę?

Tylko jeśli robisz to świadomie i z realnym zaangażowaniem, nie z paniki. Skakanie z technologii na technologię w pogoni za każdą modą kończy się zwykle płytką, niewyróżniającą się wiedzą w wielu obszarach naraz - a to dokładnie profil, który dziś ma najsłabszą pozycję negocjacyjną. Lepiej pogłębić to, co już umiesz, o jeden konkretny, sąsiadujący obszar (na przykład backend developer dokładający sobie kompetencje związane z integracją modeli językowych), niż zaczynać wszystko od zera w zupełnie nowej dziedzinie.

Czy te dane dotyczą tylko dużych miast, czy również mniejszych ośrodków?

Nasza baza obejmuje oferty z całej Polski, w tym dużą część w pełni zdalnych, więc lokalizacja sama w sobie ma dziś mniejsze znaczenie niż jeszcze kilka lat temu - zwłaszcza dla ofert seniorskich, gdzie praca zdalna lub hybrydowa jest już właściwie standardem, a nie wyjątkiem. Rozkład na poziom doświadczenia, który opisujemy w tym artykule, jest spójny niezależnie od konkretnej lokalizacji ofert.

Czy w innych krajach europejskich sytuacja wygląda podobnie?

Z tego, co widać w ogłoszeniach firm rekrutujących zdalnie z zagranicy, a takich w naszej bazie nie brakuje, mechanizm wygląda bardzo podobnie - nacisk na doświadczenie i konkretne specjalizacje, wyraźnie mniejszy udział ofert dla osób bez doświadczenia niż kilka lat temu, rosnące znaczenie kompetencji związanych z AI i zgodnością regulacyjną. Polska nie jest tu wyjątkiem, tylko jednym z rynków przechodzących ten sam, szerszy proces, częściowo napędzany tymi samymi globalnymi regulacjami i tymi samymi narzędziami AI dostępnymi wszędzie jednocześnie.

Skąd w ogóle wzięły się te liczby - czy można im ufać?

Liczby dotyczące całej branży pochodzą z zbiorczych zestawień dużych portali rekrutacyjnych i raportów rynku pracy, publikowanych regularnie i opartych na dziesiątkach albo setkach tysięcy realnych ogłoszeń, więc traktujemy je jako wiarygodny obraz ogólnego kierunku rynku. Liczby dotyczące samego 2hr.pl - podział senior/mid/junior i rozkład ról - pochodzą z bezpośredniej analizy naszej własnej, aktualnej bazy ofert, z której świadomie wyłączyliśmy zlecenia i projekty freelance, żeby nie zaburzały obrazu klasycznego rynku etatowego. To są nasze pierwsze dane, nie przetworzone przez nikogo innego, więc metodologię i jej ograniczenia opisaliśmy w tym artykule najdokładniej, jak potrafiliśmy, zamiast podawać gołe liczby bez kontekstu.

Podsumowanie: nie eldorado, tylko selekcja

Gdybyśmy dziś, pół roku później, mieli napisać ten sam artykuł od nowa, zmienilibyśmy jedno słowo w tytule, ale zostawilibyśmy większość argumentacji bez zmian. Rynek IT w Polsce naprawdę się odbudował - liczba ofert rośnie w tempie, jakiego nie było od dawna, a wartość doświadczonych, dobrze wyspecjalizowanych specjalistów rośnie razem z nim, dokładnie jak przewidywaliśmy. To, czego nie doszacowaliśmy, to skala, w jakiej to odbicie omija jedną konkretną grupę - osoby dopiero wchodzące do zawodu, bez jeszcze zbudowanego doświadczenia i wyraźnej specjalizacji.

Nasze własne dane z 2hr.pl pokazują to najdobitniej ze wszystkiego, co widzieliśmy - w bazie ofert, które w ogóle precyzują poziom doświadczenia, senior to 88,9 procent, a junior 4,6 procent. To nie jest opowieść o rynku, na którym nie ma pracy. To jest opowieść o rynku, na którym jest jej bardzo dużo, ale prawie wyłącznie dla tych, którzy już zdążyli udowodnić, że potrafią. Eldorado wróciło - ale tylko dla ekspertów. Reszta rynku musi sobie tę drogę do niego dopiero wypracować.

Wrócimy do tego tematu za kolejne pół roku, z kolejnym świeżym zrzutem danych i kolejną szczerą oceną tego, co się sprawdziło, a co nie. Jeśli coś z tej prognozy okaże się błędne, przyznamy to równie wprost jak dziś przyznaliśmy się do niedoszacowania problemu juniorów - bo wiarygodność takich analiz bierze się właśnie z gotowości do weryfikowania własnych tez na twardych danych, nie z trzymania się raz postawionej hipotezy za wszelką cenę.